Perfumy męskie Paco Rabanne Invictus Eau de Toilette – recenzja, opinie i opis zapachu
Invictus poznałem na studiach, kiedy kumpel przyszedł na trening i pachniał tak, że cała szatnia pytała „co to?”. Później sprawdziłem na spokojnie w perfumerii i zrozumiałem, czemu ten zapach ma tylu fanów – to proste, ale skuteczne połączenie świeżości i słodyczy. Debiutował w 2013, za projektem stoi zespół perfumiarzy z IFF, i czuć, że celowali w hit na co dzień. Pierwsze wrażenie: słono-słodka fala, bardzo „czysto po prysznicu”, a jednocześnie trochę gumowo-cukierkowa. Nie jest to nisza, to mainstream w najlepszym tego słowa znaczeniu – łatwy do lubienia i komplementogenny. Dziś znam go na wylot, nosiłem go w pracy, na randki i na wyjścia ze znajomymi. Jeśli lubisz ten klimat, w podobnym stylu siedzą też Rasasi Hawas, Armaf Hunter Intense czy Lattafa Najdia jako bardziej budżetowe opcje, a w designersach blisko mu klimatem do Azzaro Wanted czy Abercrombie & Fitch First Instinct.
Jak pachnie Paco Rabanne Invictus Eau de Toilette – opis zapachu
Start to soczysty grejpfrut z akordem morskiej bryzy i lekką mandarynką. Jest świeżo, lekko słono i bardzo „prysznicowo”. Po chwili pojawia się specyficzna, zielona nuta liścia laurowego, która trzyma zapach w ryzach i daje mu męski kontur. To ten moment, w którym przestaje być tylko cytrusową mgiełką, a nabiera charakteru.
Serce i baza to już miks słodyczy i drewienek: trochę jaśminowej czystości, guajak, patchouli i coś w stylu ambroksanu/„ambergris vibe”. Na skórze wychodzi z tego słodko-słona guma balonowa z drzewnym finiszem. Nie ma tu dymu ani przypraw – to świeżak o klubowym temperamencie, prosty, gładki i bez szorstkości.
Dla kogo?
Widzę go na facetach od liceum po trzydziestkę kilka, którzy lubią czyste, energetyczne, trochę słodkie zapachy. Styl raczej casual/sportowy, bluza, t-shirt, jeansy, sneakersy – ale koszula też nie protestuje, jeśli nie przesadzisz ze sprayami. Jeśli cenisz minimalizm i sucho-drzewne klimaty, Invictus może wydać się zbyt cukierkowy.
Co może przeszkadzać? Lekko syntetyczna, morsko-gumowa słodycz w cieple potrafi się rozbujać. W biurze łatwo nim „przykryć” open space, więc trzeba wyczuć dawkę. Jeśli szukasz czegoś z pazurem i niestandardowego – to nie ta bajka.
Przeznaczenie
Najbezpieczniej sprawdza się na dzień i wczesny wieczór: praca (2–3 psiki), uczelnia, spotkania po pracy, wyjścia do pubu/klubu (4–5 psików). Na randkę też działa, jeśli druga strona lubi słodko-świeży klimat. Indoor i outdoor OK, ale w zamkniętych, ciepłych przestrzeniach trzymaj dawkę w ryzach. Do garnituru lub formalnych okazji sięgam po coś spokojniejszego.
Na lato czy na zimę?
Całoroczny, ale najlepiej gra wiosną, latem i wczesną jesienią. W upałach redukuję do 2–3 psików, bo słodycz potrafi się zagęścić. W chłodzie trzyma się bliżej skóry i robi się przyjemnie drzewny, wtedy można dać 4–5 psików bez ryzyka przesady.
Trwałość
Na mojej skórze 7–8 godzin, z mocniejszym wejściem w pierwszych 90–120 minutach. Na ubraniach potrafi siedzieć do następnego dnia. Po 30 minutach robi wyraźną bańkę zapachową, ludzie z 1–2 metrów wyłapują bez problemu. Po 120 minutach projekcja spada do metra z hakiem. Po 240 minutach to już raczej bliskoskórny, słodko-drzewny ogonek.
W wilgoci i cieple startuje głośniej, ale szybciej się „układa”. W suchym chłodzie jest spokojniejszy i bardziej drzewny – wtedy też trwałość wydaje się lepsza.
Prezentacja
Flakon w kształcie pucharu – efektowny na półce i od razu wiadomo, z czym mamy do czynienia. Korek to tak naprawdę zintegrowany „przycisk” na górze, spryskuje szeroką, równą chmurą. Plastik i metalizowane elementy są lekkie, ale nic nie trzeszczy. W podróży bywa nieporęczny przez te „uszy”, w torbie zajmuje więcej miejsca.
Relacja cena/jakość
Jako codzienny, komplementogenny świeżak z nutą słodyczy – bardzo solidnie. Nie jest to zapach dla łowców oryginalności, bardziej dla tych, którzy chcą pachnieć czysto i atrakcyjnie bez kombinowania. Jeśli chcesz podobny efekt mniejszym kosztem, spójrz na Rasasi Hawas, Armaf Hunter Intense albo Lattafa Najdia; w designersach zbliżony vibe da Azzaro Wanted czy A&F First Instinct.
Prywatne doświadczenia
Najbardziej czuję tu duet grejpfrut + morska słodycz, a potem drzewny finisz. W pracy słyszałem „pachniesz świeżo” i „co to za żel pod prysznic?”, co w sumie dobrze oddaje klimat. Na randkach częściej komplementowany niż krytykowany, ale raz usłyszałem, że „trochę słodki jak guma balonowa”. Dla mnie optimum to 4 psiki: dwa na szyję, jeden na pierś, jeden na kark – i mam spokój na pół dnia.
Podsumowanie
Polecam, jeśli chcesz prosty, świeżo-słodki zapach na co dzień, który zbiera komplementy i nie wymaga myślenia. Świetny start dla młodszych i bezpieczna opcja „do wszystkiego” dla każdego. Jeśli szukasz niszowych smaczków, wytrawnych drzew czy przypraw – odpuść. W innym wypadku Invictus robi swoją robotę i robi ją dobrze.

Nie jestem żadnym nosem z Paryża – mam zwykły, polski. Ale za to wiem, kiedy zapach robi robotę, a kiedy lepiej udawać, że to odświeżacz do łazienki. Uwielbiam świeżaki i żywice, nie cierpię przesłodzonych ulepków. Piszę tak, jakbym gadał z kumplem przy piwie – bez zadęcia, bez marketingowego bełkotu. W mojej kolekcji są zapachy od klasyków po dziwne nisze, ale zawsze sprawdzam je na własnej skórze… dosłownie.