Perfumy unisex Memo Paris African Leather Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu

Poznaliśmy się przypadkiem – dostałam dekant Memo Paris African Leather od koleżanki po jej afrykańskich wakacjach i odpaliłam go jesiennym wieczorem. To zapach z 2015 roku, stworzony przez Aliénor Massenet, i od pierwszego psiknięcia pomyślałam: oho, będzie dziko. Uderzył mnie suchy, rozgrzany wiatr przypraw nad skórzaną kurtką, zero cukru, za to dużo charakteru. Pierwsze minuty były pikantne i trochę „kocie”, ale po chwili skóra zrobiła się miękka i elegancka. Mam nosa do zapachów z kminem – albo miłość, albo ucieczka – i tutaj to była miłość. Z czasem odkryłam, że to potwór trwałości i projekcji, więc nauczyłam się dozować. No i od razu mówię: to nie jest tło do biura w open space – to jest główny bohater.

Jak pachnie Memo Paris African Leather Eau de Parfum – opis zapachu

Początek to kardamon, szafran i kmin – suchy, pikantny start, jak nagrzany piasek i przyprawy z bazaru. Nie ma tu słodyczy, jest kurz przypraw i rozgrzane powietrze. Po kilku minutach wchodzi geranium, które dodaje świeżo-ziołowego, lekko różanego pyknięcia i porządkuje całość, żeby nie zrobiło się zbyt animalnie.

Baza to skóra, wetyweria, paczula i piżmo – skóra jest raczej matowa, bardziej „kurtka” niż lakierowany fotel. Wetyweria dosusza, paczula daje ziemisty cień, a piżmo zaokrągla brzegi. Całość układa się jak podróż od ostrego, gorącego startu do ciepłej, przytulnej skóry z wytrawnym pazurem.

Dla kogo?

Dla osób lubiących skórę na sucho, bez wanilii i owoców. Jeśli kochasz przyprawy i nie boisz się kminu, będziesz w domu. Wiek? Bardziej 25+ ze względu na dojrzały, zdecydowany charakter. Na mnie nosi się uniseksowo, ale ma „głos” – lubi być zauważany.

Co może przeszkadzać: kmin potrafi na niektórych skórach zabrzmieć „kulinarnie” albo lekko „skórzano-cielesnie”. Jeśli unikasz nut animalnych i wolisz czyste, świeże klimaty – testuj ostrożnie na nadgarstku przed większym psikaniem.

Przeznaczenie

Wieczór, wyjścia, kolacja, koncert, zimowy spacer – zdecydowanie. Do biura tylko minimalna dawka i dobra wentylacja; u mnie maks 1 psik pod szal i jest ok. Na randkę działa zjawiskowo, jeśli druga strona lubi przyprawy i skórę. Indoor i outdoor daje radę, ale w zamkniętych, ciepłych przestrzeniach łatwo przesadzić. Moje bezpieczne dawki: 2 psiknięcia na co dzień w chłodzie, 3–4 na mróz, 1 do wnętrz i spotkań z bliska.

Na lato czy na zimę?

To jest król jesieni i zimy. W chłodzie przyprawy grzeją, skóra mięknie i całość jest otulająca. W upale może dusić – kmin się wzmacnia, projekcja „puchnie” i robi się ciężko. Latem najwyżej 1 delikatny psik na wieczorny plener, ale najpiękniej gra, gdy temperatura spada.

Trwałość

Na mojej skórze siedzi spokojnie 10–12 godzin, na ubraniach trzyma się do następnego dnia, a czasem dłużej (szal pamięta). Po 30 minutach projekcja jest wyraźna, potrafi wypełnić małe pomieszczenie. Po 120 minutach stabilizuje się w mocnym półdystansie – otoczenie czuje, zanim podejdę. Po 240 minutach zostaje bogata, skórzano-przyprawowa aura blisko skóry, ale dalej wyraźna przy ruchu.

Projekcja: pierwsze 2–3 godziny solidna, potem umiarkowana z „powrotami” przy cieple i ruchu. To jest typ perfum, które wnikają w tkaniny i włosy – jedno pranie i dalej lekko czuć.

Prezentacja

Flakon smukły, prostokątny, ze złotą płytką i afrykańskim motywem – wygląda elegancko na półce. Korek metalowy, trzyma pewnie, łatwo zdjąć jedną ręką. Atomizer pryska gęstą, równą chmurą, więc łatwo kontrolować dawkę. Całość solidna i poręczna, nic się nie chwieje.

Relacja cena/jakość

To nisza z rozmachem, więc płacisz za charakter i parametry. Jeśli kochasz skórę w przyprawach i chcesz sygnaturowego killerka na chłodne miesiące – warto. Jeśli dopiero zaczynasz ze skórą albo kmin Cię onieśmiela, zacznij od próbki i sprawdź w różnych warunkach (dom, spacer, ciepło/zimno).

Prywatne doświadczenia

Najbardziej czuję kardamon i kmin na starcie, potem robi się sucha, elegancka skóra z oddechem geranium. Zbieram komplementy głównie od mężczyzn i od osób, które lubią orientalne klimaty; raz usłyszałam, że pachnę „jak safari po zmroku” i coś w tym jest. W biurze bywał za głośny, więc nauczyłam się psik pod ubranie i po problemie. Po całym dniu w płaszczu potrafi „wrócić”, gdy tylko zrobi się cieplej – i to lubię.

Podsumowanie

Jeśli szukasz wytrawnej, przyprawowej skóry z mocą i charakterem – bierz w ciemno (ale test na skórze obowiązkowy). Nie polecam, jeśli wolisz świeżaki, słodkie wanilie albo nie tolerujesz kminu. Najlepszy na jesień i zimę, na wieczór, z dawkowaniem 2–3 psiki. Podobne klimaty: Tom Ford Ombre Leather (gładsza, mniej pikantna), Dior Leather Oud (ciemniejsza, bardziej animalna), Parfums de Marly Godolphin (skóra „stajenna”, bardziej złagodzona). Tańsze alternatywy w zbliżonej aurze: Bentley for Men Intense (ciepła, przyprawowa skóra z rumem), Rasasi La Yuqawam (skóra z maliną, ale wciąż elegancka skórzana baza), Montale Aoud Leather (ostrzejsza, skóra + przyprawy). Dla mnie to świetny zapach do szafy „na chłód” i pewniak, gdy chcę mocnej obecności bez słodyczy.