Perfumy damskie Lolita Lempicka Mon Premier Parfum Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu
Poznałam Lolita Lempicka Mon Premier Parfum jeszcze na studiach, z toaletki starszej kuzynki – fioletowe jabłko kusiło już z daleka. Pierwszy niuch i od razu: baśniowa likrecja z wiśniowym syropem, jak deser po zmroku. Ten zapach zadebiutował w 1997 roku, skomponowała go Annick Menardo i czuć tu jej charakterystyczną rękę: słodko, ale z pazurem. Przez lata miał różne reformulacje, ale DNA – anyżowo-likrecjowe z wanilią – wciąż trzyma klimat. Na mnie to pachnie jak miękki, fiołkowy sweter obsypany cukrem pudrem. Pierwsze wrażenie? „Okej, to jest inny rodzaj słodyczy – mniej cukierka, bardziej czarodziejska apteka”. I od tamtej pory mam w nim swój jesienno-zimowy komfort.
Jak pachnie Lolita Lempicka Mon Premier Parfum Eau de Parfum – opis zapachu
Start jest zielono-anyżowy: bluszcz, anyż, odrobina fiołka – taki chłodny oddech po słodkim, który zaraz nadchodzi. Po kilku minutach wchodzi sok z wiśni i nuta likrecji, robi się gęsto, kremowo, trochę pudrowo. To nie jest szybki owoc – to owoc zatopiony w syropie i przyprawach.
W sercu czuję duet fiołek–likrecja, podparty irysem. Baza to wanilia, tonka, pralinka, lekka ambrowa miękkość i odrobina drewna, które trzymają całość w ryzach. Finisz jest słodki, ale nie lepiący, bardziej jak ciepły deser pod kocem niż cukierkowa bomba.
Dla kogo?
Dla osób, które lubią słodycz z charakterem – wanilia, wiśnia, fiołek i koniecznie likrecja/anyż. Wiekowo widzę to od nastolatki po trzydziestkę plus; to bardziej „styl” niż metryka. Klimat jest bajkowo-romantyczny, lekko retro, ale nie nadęty. Jeśli cenisz zapachy z podpisem i chcesz pachnieć rozpoznawalnie, to jest to kandydat.
Co może przeszkadzać? Likrecja i pudrowy fiołek – jeśli nie lubisz anyżowych nut, możesz się zmęczyć. Dla wrażliwych nosów bywa zbyt słodki w cieple, a na niektórych skórach wychodzi bardziej syrop niż przyprawa.
Przeznaczenie
Najlepszy na wieczór, randkę, kina, kolacje, spacery po chłodnych ulicach. Do pracy też się da, ale oszczędnie – jeden, góra dwa psiki i po sprawie. W plenerze zimą projektuje świetnie, w pomieszczeniach daje przytulną chmurkę. To zapach „blisko serca”, ale z ładnym ogonkiem na wejściu.
Na lato czy na zimę?
Zdecydowanie jesień i zima, ewentualnie chłodna wiosna. W cieple potrafi się skleić i dominować otoczenie. W chłodzie robi się kremowy, miękki, idealny do szalika i swetra. Latem – tylko wieczorem i bardzo lekko, bo słodycz i likrecja w upale potrafią dać po głowie.
Trwałość
Na mojej skórze trzyma 8–10 godzin, z wyraźnym początkiem i miękką bazą do końca. Po 30 minutach rozkręca się wiśniowo-likrecjowe serce, po 120 minutach wygładza się wanilią i tonką, po 240 minutach zostaje słodki, pudrowy całus – blisko skóry, ale wyczuwalny przy ruchu.
Na ubraniach i szalikach – nawet do następnego dnia, czasem dłużej. Projekcja: pierwsze 1–2 godziny solidna (na wyciągnięcie ramienia), potem umiarkowana, a pod koniec bardziej intymna. Dawkowanie u mnie: 2–3 psiki na co dzień (szyja, zgięcia łokci), 4–5 na wieczór i mróz. Na tkaninach wystarczą 1–2.
Prezentacja
Flakon w kształcie fioletowego jabłka z złotym ogonkiem-korkiem – charakterystyczny, łatwy do rozpoznania. Leży w dłoni pewnie, choć jest pękaty. Atomizer daje równą, drobną mgiełkę, łatwo kontrolować ilość. Całość jest solidna i praktyczna, choć w torebce wolę wersję mniejszą.
Relacja cena/jakość
Jak na mainstream – zapach bardzo charakterystyczny i wciąż wyjątkowy. Skład brzmi klasycznie, ale efekt jest własny, z fajnym „podpisem” likrecji. Jeśli lubisz gourmandy, to tutaj dostajesz i deser, i przyprawę w jednym. Nawet po reformulacjach trzyma poziom i daje satysfakcję z noszenia.
Prywatne doświadczenia
Najmocniej czuję likrecję z fiołkiem i wanilią – na mojej skórze wiśnia jest raczej sosem niż świeżym owocem. Zdarzają się komplementy, głównie „ale pachniesz apetycznie” i „co to za słodki, trochę ziołowy zapach?”. Najlepsze reakcje zbieram w chłodny wieczór, kiedy chmura jest kremowa i miękka. Uwaga na ilość w biurze – jeden psik potrafi wystarczyć na pół dnia.
Podsumowanie
Polecam, jeśli lubisz słodkie, waniliowo-fiołkowe kompozycje z likrecją i nutą wiśni – romantyczne, przytulne, ale nie banalne. Nie polecam, jeśli anyż/likrecja to Twój wróg albo szukasz świeżaka do lata. Kiedy nosić: jesień/zima, wieczory, randki, weekendy; do pracy tylko lekka ręka. Podobne klimatem: Guerlain La Petite Robe Noire (wiśnia i słodycz), Nina Ricci Luna (wanilia z likrecją), Jean Paul Gaultier Classique (wanilia z anyżem, bardziej kwiatowa). Tańsze alternatywy w zbliżonym, słodko-waniliowym kierunku: La Rive Fleur de Femme (migdałowo-waniliowa słodycz à la Hypnotic Poison) czy Katy Perry Killer Queen (gęsta, deserowa słodycz – bez likrecji, ale podobnie przytulna). Jeśli te opisy brzmią jak Ty – bierz jabłko i noś z uśmiechem.

Autorka bloga zapachyzklasa.pl, stawia sobie za cel pomóc jak największej ilości osób odnaleźć swój zapach. W wolnych chwilach oprócz eksperymetów perfumeryjnych jeździ na rowerze i uczy się latać szybowcem. Ma 27 lat, dwójkę dzieci i psa.