Perfumy unisex Kilian Black Phantom Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu
Pierwszy raz poznałam Kilian Black Phantom z próbki dorzuconej do zamówienia i pamiętam ten moment jak deser po północy. Zapach zadebiutował w 2017 roku, a stworzyła go Sidonie Lancesseur – i to czuć: jest gęsto, słodko, trochę bezczelnie. Pierwsze wrażenie? Likierowa kawa zalana rumem, ciemna czekolada i karmel, aż chce się oblizać usta. Przez pierwsze minuty czuję prawie fizyczne ciepło, jakby ktoś postawił przede mną kawę z przypaloną pianką cukrową. Potem wychodzi migdałowa goryczka, która równoważy całą słodycz. To zapach, który robi wejście – nie prosi o uwagę, tylko ją bierze. Szybko zrozumiałam, że to nie jest perfuma „na wszystko”, tylko na momenty, gdy chcę zostawić ślad.
Jak pachnie Kilian Black Phantom Eau de Parfum – opis zapachu
Otwarcie to rum i trzcina cukrowa, zalane karmelem, z błyskiem gorzkiej czekolady. Na starcie jest kremowo-słodko, ale drapie delikatna, migdałowa goryczka, która sprawia, że całość nie jest cukierkowa. Po kilku minutach robi się bardziej kulinarnie: kawa nabiera mocy, czekolada gęstnieje, a na języku (i nosie) zostaje lepka, likierowa smużka.
Serce to duet kawa–czekolada podbity heliotropem, który dodaje pudrowej miękkości. Baza opiera się na drewnie sandałowym i waniliowo-ambrowej słodyczy, z odrobiną ziemistego akordu, który trzyma wszystko w ryzach. Całość jest gourmand, ale dorosła: słodka, boozy, ciepła, z lekkim „migdałowym ukłuciem”, które świetnie kontruje deserowy klimat.
Dla kogo?
Dla osób, które lubią nosić zapach jak aksamitną pelerynę: otulającą, wyrazistą, trochę dekadencką. Wiek raczej 20+; im bardziej lubisz kawę, czekoladę i rum w perfumach, tym większa szansa, że kliknie. Unisex bez dwóch zdań – na męskiej skórze bywa bardziej gorzki i drzewny, na mojej idzie w ciepły deser.
Jeśli męczy Cię słodycz albo masz wrażliwą głowę, testuj ostrożnie. W otwartym biurze może być „za dużo” i zwyczajnie głodnieje się od niego w połowie dnia. Jeśli nie lubisz nut kawowo-czekoladowych – to nie tu.
Przeznaczenie
Wieczory, randki, kolacje, koncerty, cocktail bary – indoor błyszczy. Na formalne spotkania i do open space’ów raczej nie. Na zewnątrz daje radę w chłodzie, ale jego urok najładniej rozwija się w ciepłych pomieszczeniach. Optymalnie 2–3 psiki: szyja + zagłębienie łokcia/klatka albo 1 na ubranie. Więcej robi się syrop.
Na lato czy na zimę?
Najlepszy w jesień i zimę, ewentualnie chłodne wiosenne wieczory. W cieple mięknie i gęstnieje – potrafi przykleić się do skóry jak karmel i męczyć. W chłodzie pięknie się „napowietrza”: rum grzeje, kawa i czekolada mruczą, a drewno trzyma kształt.
Trwałość
U mnie na skórze 8–10 godzin, na swetrze bez problemu następny dzień. Po 30 minutach projekcja jest solidna, zostawiam słodko-boozy ogonek przy wejściu do pomieszczenia. Około 120 min robi się bardziej kremowo-kawowo, projekcja spada do przyjemnej bańki na wyciągnięcie ręki. Po 240 min zostaje głównie ciepła baza: sandałowiec, waniliowo-karmelowa smużka i migdałowy pół-cień.
Na ubraniach trzyma się jak rzep – potrafi przetrwać pranie „na szybko”. Warto uważać z ilością: 4 psiki potrafią przeciążyć i w małym pomieszczeniu są po prostu za głośne.
Prezentacja
Czarny, lakierowany flakon z metalową tabliczką wygląda jak mały artefakt. Korek trzyma na magnes, atomizer rozpyla miękką, równą chmurę – łatwo kontrolować dawkę. Butelka dobrze leży w dłoni i jest refillowalna, więc nie trzeba kupować kolejnego szkła, gdy się skończy.
Relacja cena/jakość
To drogi, ale dopracowany gourmand: bogaty, spójny, z charakterem. Jeśli kochasz boozy słodycze, trudno o lepszy „nocny” podpis. Jeśli dopiero szukasz swojej słodkiej bajki – zacznij od próbki, bo intensywność potrafi zaskoczyć.
Prywatne doświadczenia
Noszę go głównie na wieczorne wyjścia – 3 psiki max i mam gwarantowane „co to za zapach?” od barmanów i koleżanek. Najmocniej czuję kawę i czekoladę na mojej skórze, a rum pięknie grzeje w pierwszej godzinie. W pracy sprawdza mi się tylko w mikro dawce (1 psik na nadgarstek). Jeśli szukasz podobnych klimatów, ale lżejszych/tańszych: Replica Jazz Club (boozy, bardziej tytoniowy), Angel Muse (orzechowo-czekoladowa, mniej rumu), Montale Ristretto Intense Cafe (kawa na słodko z różą), Bentley for Men Intense (ciepło, rumowo, bardziej drzewnie) czy Zara Rich Warm Addictive (waniliowo-rumowy przytulas). Dla klimatu „słodki deser z przyprawami” sprawdzi się też Lattafa Khamrah – nie to samo, ale vibe jest.
Podsumowanie
Polecam, jeśli chcesz mieć w kolekcji wieczorny, słodko-alkoholowy killer na chłodne miesiące i lubisz kawę z ciemną czekoladą. Nie polecam miłośniczkom lekkich cytrusów i tym, które źle znoszą słodycz w perfumach. Test na skórze obowiązkowy – a jeśli kliknie, trudno się od Black Phantom oderwać.

Autorka bloga zapachyzklasa.pl, stawia sobie za cel pomóc jak największej ilości osób odnaleźć swój zapach. W wolnych chwilach oprócz eksperymetów perfumeryjnych jeździ na rowerze i uczy się latać szybowcem. Ma 27 lat, dwójkę dzieci i psa.