Perfumy męskie Givenchy Gentleman Eau de Toilette – recenzja, opinie i opis zapachu
Poznałem Givenchy Gentleman Eau de Toilette w 2017, chwilę po premierze, kiedy szukałem czegoś eleganckiego do pracy, ale bez nadęcia. To reinterpretacja klasyka, zrobiona przez Nathalie Lorson i Oliviera Crespa, i od pierwszego psiknięcia pomyślałem: gruszka z kardamonem – świeżo, ale z charakterem. Potem szybko wskakuje irys i robi się miękko, czysto, trochę kremowo. Pierwsze wrażenie miałem takie, że to Dior Homme w bardziej żwawym, współczesnym wydaniu. Jeśli lubisz tę pudrową, elegancką nutę, to trafisz. W mojej głowie od razu pojawiły się porównania do Dior Homme Original i Prada L’Homme, a z tańszych klimatów – Zara 9.0 czy Coach for Men (też ma gruszkę), ewentualnie Rochas Man, jeśli możesz iść w słodsze, lawendowe klimaty. I tak – to zapach, który realnie noszę do biura i na spokojne wyjścia wieczorne.
Jak pachnie Givenchy Gentleman Eau de Toilette – opis zapachu
Start jest rześki i trochę soczysty: gruszka z kardamonem dają taki chłodny, lekko pikantny powiew. To nie cytrusowa świeżość, raczej „biała koszula po prysznicu” – czysto i nowocześnie. Po chwili do gry wchodzi lawenda i robi tło, które porządkuje całość.
Serce to irys – kremowy, lekko pudrowy, bez aptecznego przegięcia. Baza opiera się na skórze, paczuli i odrobinie wanilii, co podbija elegancję i ociepla całość po godzinie–dwóch. Efekt: świeżo-pudrowy męski zapach z miękkim, przyjaznym ogonem.
Dla kogo?
Dla faceta, który lubi porządek w zapachu: koszula, smart casual, czasem garnitur. Wiek? Spokojnie od dwudziestki kilku do „niech będzie elegancko, ale z luzem”. Jeśli cenisz czystość, miękki irys i nutę skóry bez ciężkiej słodyczy – to Twoja bajka.
Co może przeszkadzać: pudrowość irysa (jeśli wolisz tylko cytrusy i ambroksan), lekkie ocieplenie wanilią po dwóch godzinach oraz gruszka w otwarciu – bywa specyficzna. To nie killer klubowy ani pachnidło „na siłownię”.
Przeznaczenie
Idealny do pracy, na spotkania, randkę w knajpie, w teatrze, na rodzinne okazje. W dzień gra najczyściej, wieczorem robi się bardziej miękki i „przytulny”. Indoor błyszczy, outdoor też daje radę, ale to bardziej miejska, nie-wietrzna sceneria. Dawkowanie: do biura 3–4 psiki (szyja, boki szyi, klatka), na chłodniejszy wieczór 5–6, na koszulę ewentualnie jeden dodatkowy – wystarczy.
Na lato czy na zimę?
Całoroczny, ale najlepiej działa wiosna–jesień i łagodna zima. W chłodzie irys i skóra ładnie się układają, a wanilia ociepla. W upał gruszka potrafi „podgazować”, robiąc się trochę lepko – wtedy psikam mniej i trzymam się cienia. W umiarkowanych temperaturach – poezja.
Trwałość
Na mojej skórze 6–7 godzin, z czego 1,5–2 godziny sensownej projekcji. Na ubraniach wyraźnie dłużej: następnego dnia jeszcze czuję lekki woal, zwłaszcza z kołnierzyka. Po 30 minutach mamy świeżo-pikantny obłok na odległość ramienia. Po 120 minutach serce z irysem siada bliżej skóry, ale wciąż robi delikatny ogon. Po 240 minutach to raczej intymna chmurka skóry, paczuli i wanilii.
Projekcja ogólnie średnia, nieinwazyjna. To nie jest zapach, który wchodzi przed Tobą do pokoju – i całe szczęście, bo w biurze o to chodzi.
Prezentacja
Flakon ciężki, prosty, elegancki, z czarną opaską pośrodku i czytelnym logo. Korek solidny, trzyma dobrze (nie jest magnetyczny), a atomizer rozpyla równo i miękko – łatwo kontrolować dawkę. Ergonomicznie wszystko gra, flakon stoi stabilnie i dobrze leży w dłoni.
Relacja cena/jakość
Bardzo uczciwa, zwłaszcza jeśli szukasz eleganckiego, biurowo-randkowego zapachu bez przesady w słodyczy. Jakość składników i kompozycja trzymają poziom, a wszechstronność robi swoje. Nie jest to potwór trwałości, ale nadrabia kulturą noszenia.
Prywatne doświadczenia
Najmocniej czuję gruszkę z kardamonem przez pierwsze pół godziny, potem wchodzi czysty, kremowy irys i to on robi robotę. Zdarzały się dyskretne komplementy w pracy typu „ładnie pachniesz, co to?”. Na randce działał w stylu „blisko skóry”, bez krzyku, ale z klasą. Najlepiej sprawdza mi się 4–5 psików, a jeśli wiem, że będę długo poza domem, dorzucam mini-doustawki po 4 godzinach.
Podsumowanie
Polecam, jeśli chcesz zadbanego, nowoczesnego klasyka do pracy i na spokojne wieczory – z lekką pudrowością i skórą, ale bez ciężkiego syropu. Nie polecam, jeśli szukasz głośnego klubowego killera albo nie tolerujesz nuty irysa. Lubisz Dior Homme Original lub Prada L’Homme? Poczujesz się jak u siebie. A jeśli chcesz podobny klimat taniej, zerknij na Zara 9.0, Coach for Men lub słodsze Rochas Man. Dla mnie – pewniak na półce „elegancja bez spiny”.

Nie jestem żadnym nosem z Paryża – mam zwykły, polski. Ale za to wiem, kiedy zapach robi robotę, a kiedy lepiej udawać, że to odświeżacz do łazienki. Uwielbiam świeżaki i żywice, nie cierpię przesłodzonych ulepków. Piszę tak, jakbym gadał z kumplem przy piwie – bez zadęcia, bez marketingowego bełkotu. W mojej kolekcji są zapachy od klasyków po dziwne nisze, ale zawsze sprawdzam je na własnej skórze… dosłownie.