Perfumy unisex Diptyque Do Son Eau de Toilette – recenzja, opinie i opis zapachu

Pierwszy raz powąchałam Do Son w małej perfumerii nad morzem – dosłownie otworzyłam blotter i poczułam bryzę. Ten zapach wszedł na rynek w 2005 roku, a stoi za nim Fabrice Pellegrin. Moja pierwsza myśl: tuberoza, ale nie ciężka – przewiewna, czysta, jak biała koszula susząca się na wietrze. Zero duszności, raczej światło i powietrze. Po kilku minutach doszły jaśmin i kwiat pomarańczy, z takim lekko słonawym tłem, które robi klimat wakacji. Od razu pomyślałam, że to idealny „white floral” dla osób, które zwykle boją się tuberozy. No i że to będzie zapach „dla mnie na dzień”, nie na wielkie wyjścia.

Jak pachnie Diptyque Do Son Eau de Toilette – opis zapachu

Start jest świeży i lekko zielony: rozgnieciona łodyga, promień słońca i powiew morskiego powietrza. Czuć białe kwiaty od samego początku – delikatny kwiat pomarańczy i jaśmin, ale królową jest tuberoza. Nie kremowa i ciężka, tylko chłodniejsza, bardziej przejrzysta, jak płatki w wodzie.

Po kwadransie robi się nieco bardziej miękko. W sercu krąży tuberoza i jaśmin, a w bazie siada gładkie piżmo i odrobina żywicznej słodyczy (w stylu benzoiny), które wygładzają całość. Cały czas czuję lekko słonawy, przewiewny akcent – nie jest to dosłowny „marine”, bardziej wrażenie powietrza nad zatoką. Finisz jest mydlano-czysty, ale nie „pralinka”, tylko elegancko biały.

Dla kogo?

Dla osób, które lubią białe kwiaty, ale nie chcą ciężkiej, kremowej bomby. Jeśli cenisz minimalizm, świeżość i czystość, a przy tym kobiecość bez cukru – to jest to. Wiek bez znaczenia: od studentek po dojrzałe kobiety, byle komfort z tuberozą był na pokładzie. Uniseks? Tak, jeśli ktoś lubi białe kwiaty w wersji „air”.

Co może przeszkadzać: tuberoza ma swój charakter – bywa lekko zielona, momentami „mydlana”. Jeśli szukasz słodyczy, wanilii czy syropu – tutaj ich nie ma. Miłośniczki zapachów o mocy tygrysa mogą uznać Do Son EDT za zbyt delikatny.

Przeznaczenie

To świetny zapach do pracy, na uczelnię, na dzienny spacer, brunch, a nawet ślub w ogrodzie. Na randkę też może być – pod warunkiem, że wolisz subtelność. W pomieszczeniach sprawdza się super, bo nie dławi, a na zewnątrz ładnie łapie wiatr. Ile psików? U mnie 4: dwa szyja, jeden klatka, jeden włosy/szalik. W upał zmniejszam do 2–3, na zewnątrz przy wietrze dorzucam piąty na plecy.

Na lato czy na zimę?

Najlepiej gra wiosną i latem – ciepło wydobywa jaśmin i tuberozę, a ta „bryza” robi robotę. W wysokiej temperaturze potrafi mocniej oddychać, ale nie dusi. Jesienią i zimą staje się czystszy, bardziej mydlany i cichnie szybciej; pomaga aplikacja na nawilżoną skórę albo pod sweter (i psik na szalik).

Trwałość

Na mojej skórze 5–6 godzin, z czego pierwsze 60–90 minut ma ładną, wyczuwalną projekcję na odległość ramienia. Po 2 godzinach siada bliżej skóry, po 4 robi się „kokonem” – nadal obecnym, ale subtelnym. Na ubraniach trzyma się do 8–10 godzin, na szaliku nawet dłużej.

Dynamika: do 30 minut – świeżo, zielono-białokwiatowo; około 120 minut – serce tuberozowo-jaśminowe, miękkie, czyste; po 240 minutach – piżmowa, mydlana baza. Projekcja jest umiarkowana, „estetyczna”, nie wchodzi ludziom w przestrzeń.

Prezentacja

Klasyczny flakon Diptyque z owalną etykietą – prosty, elegancki i poręczny. Korek siedzi pewnie, atomizer robi drobną, równą mgiełkę, więc łatwo kontrolować dawkę. Butelka jest płaska, dobrze leży w dłoni i w torebce nie zajmuje pół życia.

Relacja cena/jakość

Jakość składników czuć – białe kwiaty są czyste i nie plastikowe. To raczej zapach „na doświadczenie i klimat” niż na „kilometry ogona”, więc jeśli liczysz głównie na moc i długodystans, możesz mieć niedosyt. Ja biorę go za tę lekkość i komfort noszenia.

Prywatne doświadczenia

Nosiłam Do Son do biura, na spotkania i na weekendowe spacery. Najczęstsza reakcja: „ale świeżo pachniesz, co to?”. Kilka razy ktoś pytał o płyn do prania – uśmiechałam się, bo ten efekt „czystości” jest tu wpisany. Najbardziej czuję tuberozę opłukaną powietrzem i jaśmin, a w tle miękkie piżmo. Zero bólu głowy, zero duszności – za to spokój i elegancja.

  • Podobne klimaty: Frédéric Malle Carnal Flower (bardziej zielona, chłodniejsza tuberoza), Robert Piguet Fracas (gęstsza, kremowa diva), Gucci Bloom (bardziej jaśminowo-kremowy), L’Artisan Parfumeur Nuit de Tubéreuse (bardziej przyprawowa, wieczorna).
  • Tańsze alternatywy: Elizabeth Taylor Gardenia (prosty biały kwiat), Avon Today (czysty, biało-kwiatowy podpis), Pacifica Tahitian Gardenia (lekka ogrodia/tuberoza), Demeter Tuberose (solinot), oraz różne „tuberose/gardenia” z Zary – warto powąchać, rotują kolekcje.

Podsumowanie

Polecam, jeśli chcesz białych kwiatów w wersji przewiewnej, dziennej i eleganckiej, bez słodyczkowej waty. Idealny do pracy, na co dzień, na ciepłe miesiące. Nie dla fanek „beast mode” i cukrowych orientów – tu siła tkwi w lekkości. Jeśli zaprzyjaźnisz się z EDT, a zapragniesz więcej mocy na wieczór, rozważ wersję EDP albo delikatne warstwowanie.