Perfumy unisex Memo Paris Irish Leather Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu
Poznałam Irish Leather w butiku Memo w 2014 roku, jeszcze na fali zachwytów po premierze z 2013. Pamiętam, że flakon z galopującym koniem przyciągnął mnie zanim w ogóle psiknęłam. Pierwszy niuch i… bum: chłodny wiatr, jałowiec, skórzane siodło po deszczu. To perfumy Alienor Massenet, i czuć tu pewną rękę – jest charakter, ale bez krzyku. Od razu zobaczyłam w głowie zielone pola, skórzane rękawice i poranny galop. Nie jest to zapach „dla każdego”, ale jeśli siadzie – uzależnia. Mnie kupił od pierwszych 10 minut i wracam do niego co sezon. Po latach noszenia znam jego humory w cieple i w chłodzie, wiem też, ile psików to „w sam raz”.
Jak pachnie Memo Paris Irish Leather Eau de Parfum – opis zapachu
Start jest wytrawny i rześki: jagody jałowca, zielone listki mate, szałwia. Jest lekko pieprznie i bardzo „outdoorowo”, jakby otworzyć okno w chłodny poranek. To nie jest cytrusowa świeżość, tylko zielona, sucha i lekko cierpka. Po kilkunastu minutach wychodzi skóra – nie słodka, raczej matowa, jak dobrze wyprawiona kurtka. Brzozowy akcent dodaje delikatnego dymku, a gdzieś w tle pobrzmiewa irysowa pudrowość.
W sercu i bazie skóra łagodnieje, robi się kremowo-ambrowa. Tonka przytula całość, ale nie słodzi przesadnie – dalej jest wytrawnie, elegancko, trochę jak las po zmroku. Projekt zmienia się ze „świeżego galopu” na „ciepłe siodło przy kominku”. Finalnie zostaje sznurowa, sucha skóra z odrobiną zieleni i ambrowej miękkości. Prosto, spójnie, bez zbędnych fajerwerków.
Dla kogo?
Dla osób lubiących zdecydowane, niesłodkie perfumy z nutą skóry i zieleni. Unisex w pełnym tego słowa znaczeniu, ale raczej dla kogoś 25+ albo po prostu pewnego siebie. Jeśli lubisz spacer po lesie bardziej niż cukiernię – to może być „ten” zapach.
Co może przeszkadzać? Jałowiec bywa ostry, a brzozowa skóra może kojarzyć się z nutą dymną. Jeśli wolisz waniliowe, kulinarne klimaty albo delikatne, biurowe mydełka – Irish Leather może wydać się zbyt „terenowy”.
Przeznaczenie
Najlepiej gra wieczorami i w chłodniejsze dni: kolacja, wypad do pubu, koncert, długi spacer, city-break. Do pracy – tylko oszczędnie i w dobrze wentylowanym biurze. Na randkę świetny, jeśli druga osoba lubi skórę i naturę. Indoor: 2 psiknięcia (szyja + twarda część nadgarstka). Outdoor lub na kurtkę: 3–4 psiknięcia, ale z dystansem od szyi.
Na lato czy na zimę?
Zdecydowanie jesień, zima i wiosenne chłody. W niskiej temperaturze jałowiec błyszczy, a skóra jest miękka i elegancka. W upałach może „pichcić” i ostrzej gryźć nosem, szczególnie brzozowy akord – wtedy co najwyżej 1 lekkie psiknięcie na ubranie i tylko na wieczór.
Trwałość
Na mojej skórze trzyma 9–12 godzin, w zależności od pogody; na szaliku i kurtce czuć spokojnie następnego dnia. Po 30 minutach projekcja jest wyraźna, ogon zostawia zielono-skórzany. Około 120 min robi się bliżej skóry, ale nadal daje o sobie znać przy ruchu. Po 240 min to już przyjemny, suchy, ambrowy welon skóry – bardziej intymny, bez krzyku.
Projekcja: średnio-mocna na starcie, potem umiarkowana. Dwa psiknięcia spokojnie ogarniają spotkanie i wieczór. Jeśli chcesz dłuższego, bardziej „outdoorowego” efektu, dodaj jeden na szalik lub wewnętrzną stronę kurtki – to robi robotę bez męczenia otoczenia.
Prezentacja
Klasyczny prostokątny flakon Memo ze złotym koniem na zielonym tle wygląda elegancko i od razu sugeruje klimat. Korek solidny, dobrze siada, atomizer daje równą, gładką chmurę – łatwo kontrolować dawkę. Butelka jest płaska, wygodna w dłoni i w transporcie, sprężyna nie pryska na boki.
Relacja cena/jakość
To dopracowany, charakterystyczny projekt z bardzo dobrą wydajnością. Jeśli szukasz zielonej skóry, a nie słodyczy – warto. Jeżeli jednak dopiero zaczynasz przygodę ze skórą, polecam najpierw przetestować na skórze w różnych warunkach, bo potrafi być bezkompromisowy.
Prywatne doświadczenia
Najbardziej czuję jałowiec i suchą skórę – to mój osobisty „reset głowy” na chłodne dni. Znajomi mówią, że pachnę jak „las i skórzana kurtka po długim spacerze”, co biorę za komplement. Negatywnych reakcji nie miałam, ale raz usłyszałam, że „trochę poważny” – więc nie zakładam go na luźne, letnie grille. Jeśli szukasz podobnych klimatów: Tom Ford Tuscan Leather (słodszy, malinowy), Heeley Cuir Pleine Fleur (zielona, jaśniejsza skóra), Parfums de Marly Godolphin (bardziej gładki). Tańsze alternatywy z pokrewnej bajki: Bottega Veneta Pour Homme (jałowiec + skóra, bardziej ułożony), Bentley for Men Intense (skóra z boozem), John Varvatos Dark Rebel Rider (dymna kurtka motocyklowa).
Podsumowanie
Irish Leather polecam, jeśli chcesz wytrawnej, zielonej skóry o świetnej trwałości, na chłodne sezony i wieczory. Nie polecam, jeśli szukasz słodkiego, biurowego „pleaszera” albo czegoś ultra-subtelnego. Dla mnie to pewniak na jesień i zimę: dwa psiknięcia, ciepły szal i można ruszać w miasto.

Autorka bloga zapachyzklasa.pl, stawia sobie za cel pomóc jak największej ilości osób odnaleźć swój zapach. W wolnych chwilach oprócz eksperymetów perfumeryjnych jeździ na rowerze i uczy się latać szybowcem. Ma 27 lat, dwójkę dzieci i psa.