Perfumy damskie Kenzo Flower by Kenzo Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu
Poznałam Flower by Kenzo jeszcze w liceum, kiedy wpadł mi w oko (i nos) ten wysoki flakon z makiem. Psiknęłam raz na nadgarstek i od razu miałam skojarzenie z czystą, pudrową chmurą, jak świeżo wyprasowana bluzka i szminka w torebce mamy. Zapach wszedł na rynek w 2000 roku, a stoi za nim Alberto Morillas – więc nic dziwnego, że jest tak dopieszczony. Po latach wróciłam do niego z ciekawości i… dalej robi robotę: miękki, kojący, ale nie mdły. Na dzień dobry sprawia wrażenie spokojnego, a jednak zostawia po sobie elegancki ślad. Pierwsze wrażenie? Puder, róża i odrobina słodyczy, która nie wyskakuje przed szereg. Taki zapach, który nie krzyczy – tylko „mówi ładnie”.
Jak pachnie Kenzo Flower by Kenzo Eau de Parfum – opis zapachu
Otwarcie jest miękkie i lekko zielone: głóg i czarna porzeczka dają kwaskowy błysk, a nad tym unosi się pudrowa mgiełka. Nie ma tu cytrusowego sprintu – raczej spokojny start, jak krem do rąk w eleganckiej tubie. Po kilku minutach robi się bardziej kwiatowo, ale nie bukietowo – wszystko jest spójne i gładkie.
W sercu dominuje róża i fiołek, jaśmin dodaje im kremowości, a puder trzyma wszystko w ryzach. Baza to wanilia i białe piżma, z delikatnym, żywicznym muśnięciem (opoponaks/olibanum), które ociepla całość i daje „kocykowy” efekt. Na skórze układa się w aksamitną, czystą chmurę – bardziej mleczno-pudrową niż słodko-deserową.
Dla kogo?
Widzę go na osobie, która lubi klasykę bez zadęcia: biała koszula, beżowy sweter, czerwone usta od święta. Wiek nie ma tu znaczenia – broni się zarówno na dwudziestolatce, jak i na dojrzałej kobiecie. Jeśli lubisz róże, fiołki i „czystą” słodycz bez cukrowej przesady, jest duża szansa, że usiądzie idealnie.
Może natomiast przeszkadzać, jeśli nie znosisz nut pudrowych i „mydełkowych”, albo szukasz wodnej świeżynki do biegania i sportu. To nie jest również typ imprezowego killera – raczej spokojna, elegancka aureolka.
Przeznaczenie
To świetny zapach do pracy, na spotkanie w mieście, do kina czy na randkę w restauracji. Indoor brzmi najlepiej, bo nie ginie na wietrze. Na dzień biorę 2–3 psiki (szyja, nadgarstek, ewentualnie zgięcie łokcia), na chłodny wieczór 4–5 i jeden w szalik. Do klubu lub głośnych eventów wybrałabym coś mocniejszego, ale na co dzień – poezja.
Na lato czy na zimę?
Najpiękniej gra jesienią i zimą oraz w wiosenne chłodne poranki. W upał potrafi przydusić pudrem, więc latem tylko jeden, delikatny psik i najlepiej na materiał, nie na skórę. W chłodzie cudownie się zaokrągla i robi miękki „cashmere”.
Trwałość
Na mojej skórze trzyma 8–9 godzin, z wyraźnym ogonem przez pierwsze dwie. Na ubraniach i szaliku spokojnie czuć go następnego dnia, czasem nawet po praniu zostaje wspomnienie. Po 30 minutach jest jeszcze świeższo-pudrowy i lekko porzeczkowy, po 120 minutach przechodzi w róża-fiołek z kremową miękkością, a po 240 minutach zostaje waniliowo-piżmowy woal blisko skóry.
Projekcja: przez pierwszą godzinę średnia w stronę solidnej, nosi się jak mleczna chmurka metr od ciała. Potem osiada i zostaje intymnie, ale wciąż wyczuwalnie dla otoczenia przy bliższym kontakcie.
Prezentacja
Wysoki, smukły flakon z czerwonym makiem wygląda jak mała rzeźba na półce. Prosty, przejrzysty plastikowy korek dobrze siedzi, a atomizer daje równą, delikatną mgiełkę – łatwo kontrolować dawkę. Jedyny minus: przy większej pojemności jest wysoki i mniej poręczny do torebki.
Relacja cena/jakość
Za klasyka o tak rozpoznawalnym podpisie – bardzo uczciwie. Zapach bywał reformulowany i dziś jest nieco lżejszy niż kiedyś, ale charakter „pudrowej róży z miękką wanilią” został. Jeśli lubisz komfortowe, eleganckie perfumy na co dzień, to jeden z tych bezpiecznych, a jednak niebanalnych wyborów.
Prywatne doświadczenia
Najmocniej czuję tu czysty puder, różę i miękką wanilię – taki „kremowy szalik”. W pracy słyszę, że pachnę „bardzo przytulnie” i „jak świeże pranie, ale luksusowe”, a raz w upalny dzień koleżanka poprosiła, żebym następnym razem psiknęła mniej – i to uczciwa uwaga, bo w cieple potrafi urosnąć. Dla mnie optimum to 3 psiki na dzień, 4–5 w chłodzie. Jeśli szukasz podobnych klimatów, sprawdź Guerlain Insolence EDP (głośniejszy fiołek), Prada Infusion d’Iris (bardziej pudrowo-mineralna czystość) i Bvlgari Pour Femme. Tańsze alternatywy: SJP Lovely (piżmowo-pudrowa elegancja), Cacharel Noa (miękkie piżmo z lekką słodyczą) oraz klasyczne violety od Yardley (prosto i pudrowo).
Podsumowanie
Polecam, jeśli lubisz pudrowe róże, miękką wanilię i spokojną elegancję do pracy i na co dzień. Nie polecam, jeśli szukasz cytrusowego orzeźwienia, ogromnej projekcji albo deserowej słodyczy. Flower by Kenzo to taki zapach, który nie narzuca się, ale zostaje w pamięci – szczególnie w chłodniejsze dni i w miejscach, gdzie cenisz sobie komfort i klasę.

Autorka bloga zapachyzklasa.pl, stawia sobie za cel pomóc jak największej ilości osób odnaleźć swój zapach. W wolnych chwilach oprócz eksperymetów perfumeryjnych jeździ na rowerze i uczy się latać szybowcem. Ma 27 lat, dwójkę dzieci i psa.