Perfumy damskie Chanel No. 5 Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu
Poznałam Chanel No. 5 Eau de Parfum u babci – to ten słynny flakon, którego nie wolno było dotykać, tylko podziwiać. W wersji EDP z 1986 roku, stworzonej przez Jacques’a Polge’a, odkryłam go dopiero jako dorosła i… w końcu zrozumiałam, o co chodzi. Pierwsze psiknięcie to chłodny, musujący start – jak szklanka szampana o poranku – trochę mnie onieśmielił. Po kilku minutach zapach mięknie, robi się kremowy i bardziej przytulny niż wersja EDT. Lubię to przejście z “mydlanego” blasku do ciepłej, pudrowej elegancji. To nie jest zapach, który krzyczy – on mówi pewnym szeptem. Dziś noszę go, kiedy chcę wyglądać na ogarniętą i spokojną, bez fajerwerków. I tak, to klasyk, ale wcale nie zakurzony.
Jak pachnie Chanel No. 5 Eau de Parfum – opis zapachu
Początek: potężne aldehydy, neroli i ylang-ylang. Jest musująco, chłodno, czysto – jak świeże prześcieradła zdjęte z suszarki, ale z eleganckim błyskiem. Ta faza bywa “mydlana”, trochę pudrowa, lekko cytrusowa w tle i bardzo równo skrojona. Nie ma słodziutkiego uderzenia ani owocowej waty cukrowej.
Serce i baza: jaśmin i róża płynnie wchodzą pod skórę, podbite irysem, który daje miękką, pudrową fakturę. Z tyłu trzyma to szykowny duet – sandałowiec z wanilią – plus suchy szkielet wetiweru i czyste piżma. Całość ociepla się z minuty na minutę: z kryształowej, lekko “wypranej” aury robi się kremowa, skórzana chmurka, która osiada spokojnie i trzyma fason godzinami.
Dla kogo?
Dla kobiet, które lubią klasykę bez cukru i bez krzyku. Jeśli kochasz pudrowe, aldehydowe kwiaty, czujesz się dobrze w białej koszuli, małej czarnej i czerwonej szmince – to brzmi jak Ty. Wiek? Bez znaczenia, ale gust raczej “dorosły”. Jeśli szukasz deserowego słodziaka albo owocowej eksplozji, No. 5 EDP może Cię przytłoczyć “mydlaną” elegancją i pudrem.
Jeśli lubisz ten klimat, ale chcesz inaczej: lżejsze i świeższe – No. 5 L’Eau; bardziej iskrzące i chłodne – White Linen Estée Lauder; metaliczno-aldedydowe i retro-chic – YSL Rive Gauche; klasycznie kwiatowe z pudrem – Lanvin Arpège; budżetowo w duchu No. 5 – Coty L’Aimant; też w klimacie białych rękawiczek – Elizabeth Taylor White Diamonds. Nie są identyczne, ale kręcą się po tej samej alejce.
Przeznaczenie
Biuro, spotkania, teatr, kolacja, rodzinne uroczystości – wszędzie tam, gdzie chcesz pachnieć elegancko i spokojnie. W dzień robi porządek i dodaje klasy, wieczorem ma więcej kremowej głębi. Na siłownię i luźne plenerowe imprezy raczej nie. Ilość: do pracy 2–3 psiki (szyja + nadgarstek albo zagłębienie łokcia), na wieczór 4–5 (dorzucam kark lub szal). Lepiej mniej niż więcej – on sam znajdzie drogę.
Na lato czy na zimę?
Całoroczny, ale zachowuje się różnie. W cieple aldehydy potrafią wybrzmieć głośniej – wtedy warto zmniejszyć dawkę, bo robi się bardzo “czysto” i jasno. W chłodzie wychodzi kremowa baza: sandałowiec i wanilia przytulają skórę i trzymają równo, bez zlewania się w słodycz. Najlepiej wypada w wiosenno-jesiennym przejściu i wieczorem zimą.
Trwałość
Na mojej skórze 7–10 godzin w zależności od pogody; na ubraniach spokojnie do następnego dnia. Po około 30 minutach aldehydowy blask się wygładza i pojawia się miękkie kwiatowe serce. Około 120. minuty projekcja przechodzi z średniej w bliższą, ale sillage zostaje – ludzie mijani w korytarzu wciąż go łapią. Po 240 minutach mam czystą, kremową bazę, która mruczy przy skórze i daje wrażenie miękkiego swetra.
Projekcja startuje średnio-mocno przez pierwszą godzinę, potem układa się do grzecznej aureoli na wyciągnięcie ramienia. Na tkaninach atomizer zostawiam w odległości 20–25 cm – rozpyla drobną mgiełkę i nie robi plam.
Prezentacja
Klasyczny prostokątny flakon z grubego szkła, biało-czarna etykieta, geometryczny korek – prostota, która się nie starzeje. Korek siedzi pewnie (nie jest magnetyczny), atomizer daje równą, delikatną chmurę, łatwo kontrolować dawkę. Flakon dobrze leży w dłoni i nie ślizga się – to po prostu wygodne w użyciu.
Relacja cena/jakość
Za jakość wykonania, historię i kulturę noszenia – bardzo na plus, jeśli lubisz ten styl. To nie jest zapach “na próbę trendu”, tylko na lata. Jeśli szukasz taniej słodyczy lub krzyczącej projekcji, znajdziesz tańsze i głośniejsze opcje. Jeśli chcesz klasy czystej jak biała koszula – No. 5 EDP broni się sam.
Prywatne doświadczenia
Najbardziej czuję start aldehydów – szklany błysk – a potem kremowe serce z jaśminem i sandałowcem, które trzyma mnie w ryzach cały dzień. Komplementy? Od starszych koleżanek słyszę “jak z okładki”, od młodszych “ale czysto!”. Partner mówi, że pachnę “świeżą, miękką chmurką” po dwóch godzinach. W biurze 2–3 psiki robią robotę, na wieczór 4–5 i szal łapią piękną smugę. Z podobnych noszę czasem No. 5 L’Eau w upał i Arpège, gdy chcę bardziej kwiatowo-pudrowo w budżecie.
Podsumowanie
Polecam, jeśli chcesz ponadczasowego, eleganckiego zapachu bez słodkiej przesady, który ogarnia dzień i trzyma fason wieczorem. Nie polecam, jeśli uciekasz od pudru i aldehydów albo koniecznie potrzebujesz deserowej słodyczy. No. 5 EDP to klasyk “do szafy kapsułowej”: dwa–trzy psiki i wyglądasz, jakbyś miała wszystko pod kontrolą – a o to przecież chodzi.

Autorka bloga zapachyzklasa.pl, stawia sobie za cel pomóc jak największej ilości osób odnaleźć swój zapach. W wolnych chwilach oprócz eksperymetów perfumeryjnych jeździ na rowerze i uczy się latać szybowcem. Ma 27 lat, dwójkę dzieci i psa.