Perfumy damskie Chanel Coco Mademoiselle Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu
Pierwszy raz powąchałam Coco Mademoiselle na nadgarstku koleżanki na studiach i od razu zapytałam, co to jest. Później doczytałam, że to 2001 rok i nos Jacques’a Polge’a – i wszystko złożyło mi się w jedną całość: klasyka, ale w wersji świeżej i współczesnej. Pierwsze wrażenie? Iskrzące cytrusy, czysta elegancja i odrobina szampańskiej energii. Na mnie startuje jasno i lekko, po chwili robi się bardziej „pudrowo-czysto”, a potem wchodzi kremowe patchouli. Ten zapach znam dobrze, bo noszę go w pracy i na spotkania, gdy chcę, żeby było kobieco, ale nie przesadnie. Projekcja na początku jest wyraźna, ale kulturalna, więc nie przytłacza w windzie. Na ubraniach trzyma się świetnie, a na skórze daje radę przez cały dzień.
Jak pachnie Chanel Coco Mademoiselle Eau de Parfum – opis zapachu
Otwarcie to soczysta pomarańcza i bergamotka – takie cytrusowe „klik”, które natychmiast prostuje plecy. Po kilku minutach robi się bardziej kwiatowo: róża i jaśmin układają się w miękki, elegancki bukiet. Jest tu też delikatna mimosa, która dodaje puszystości i takiej kremowej jasności.
Baza to czyste, nowoczesne patchouli podbite wanilią, tonką i lekką żywiczną słodyczą. Wyczuwam też musk i odrobinę wetiweru, które trzymają całość w ryzach – jest słodko, ale nie lepko. Finalnie to świeże cytrusy + kwiaty + gładkie patchouli, wszystko bardzo równo wymieszane i „wyprasowane”.
Dla kogo?
Dla kogoś, kto lubi być zadbany i elegancki bez nadęcia. Widzę tu studentkę, młodą mamę, menedżerkę i babcię z klasą – wiek jest naprawdę drugorzędny. Jeśli lubisz świeży start i czystą, kremową bazę, a do tego lubisz, gdy zapach ma charakter, to trafiony wybór.
Może przeszkadzać, jeśli nie znosisz patchouli albo irytuje Cię popularność zapachu – Coco Mademoiselle jest rozpoznawalna. Osoby bardzo wrażliwe na słodycz mogą chcieć wersji lżejszej w aplikacji.
Przeznaczenie
Bardzo uniwersalny dzienniak z potencjałem „od rana do wieczora”. Do biura i na spotkania – tak, byle z umiarem. Na randkę też, bo ma w sobie miękkość i klasę. Indoor sprawdza się świetnie, na zewnątrz cytrusy ładnie niosą w pierwszej godzinie. Ile psików? Do pracy 2–3 na szyję i nadgarstek, na wieczór 4–5 z dodatkowym strzałem w szal lub sweter.
Na lato czy na zimę?
Całoroczny, ale najlepiej błyszczy wiosną i jesienią. W upałach potrafi być trochę zbyt „szampański” i lekko gryzący, więc redukuję wtedy liczbę psikań. W chłodzie baza robi się przytulniejsza i bardziej kremowa – patchouli i wanilia ładnie się rozgrzewają. Zimą nie ginie pod szalem, latem lubi cień i klimę.
Trwałość
Na mojej skórze 8–10 godzin, z wyraźnym ogonem przez pierwsze 2–3. Na ubraniach trzyma się do kolejnego prania, a na szalu potrafi zostać na kilka dni. Po 30 minutach cytrusy miękną i wychodzi kwiatowe serce. Około 120 minut robi się bardziej kremowo i „czysto-patchouliowe”. Po 240 minutach to przytulna baza z muskiem i wanilią, już bliżej skóry, ale wciąż wyczuwalna przy ruchu.
Prezentacja
Klasyczny prostokątny flakon Chanel z mlecznym korkiem i różowym sokiem w środku – prosty i elegancki. Atomizer daje równą, drobną mgiełkę, więc łatwo kontrolować dawkę. Butelka dobrze leży w dłoni, korek trzyma pewnie, nic się nie chwieje. Wszystko wygląda i działa „porządnie”, bez fajerwerków.
Relacja cena/jakość
Jakość jest stabilna, a zapach sprawdzony w boju – trudno się tu pomylić, jeśli szukasz eleganckiej bazy na co dzień. Jeśli lubisz podobny klimat, sprawdź też Miss Dior (patchouli + róża), Narciso Rodriguez For Her EDT, Elie Saab Le Parfum czy Jimmy Choo EDP. Taniej i bardzo blisko tematu: Armaf Club de Nuit Intense Woman oraz Lidl Suddenly Madame Glamour – oba trafiają w ten cytrusowo-patchouliowy sznyt, choć są mniej dopracowane.
Prywatne doświadczenia
Najmocniej czuję tu na sobie czyste patchouli z kremową wanilią, a cytrusy wracają przy każdym ociepleniu skóry. Komplementy zbieram głównie w windzie i na spotkaniach – „ładnie, świeżo, elegancko”. Raz przesadziłam z ilością w letni dzień i było za ostro, więc nauczyłam się trzech lekkich psików i spokój. Lubię go też na białej koszuli – wtedy trzyma się cały tydzień i daje mi mały „power boost” o poranku.
Podsumowanie
Polecam, jeśli chcesz mieć w szafie uniwersalny, kobiecy zapach do pracy i na wyjścia, który zawsze wygląda „na czysto”. Nie polecę, jeśli nie znosisz patchouli albo szukasz czegoś niszowego i bardzo oryginalnego. Dla reszty – świetny, sprawdzony koń pociągowy na każdą okazję.

Autorka bloga zapachyzklasa.pl, stawia sobie za cel pomóc jak największej ilości osób odnaleźć swój zapach. W wolnych chwilach oprócz eksperymetów perfumeryjnych jeździ na rowerze i uczy się latać szybowcem. Ma 27 lat, dwójkę dzieci i psa.