Perfumy damskie Carolina Herrera 212 VIP Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu

Poznaliśmy się z 212 VIP na imprezie u znajomych, kiedy koleżanka wyciągnęła złoty flakon i powiedziała: „psiknij, zobaczysz”. Pierwszy wdech i od razu rum z marakują – soczyście, imprezowo, aż zachciało mi się tańczyć. Ten zapach wszedł na rynek w 2010 roku, a stworzył go Alberto Morillas, więc miałam spore oczekiwania. Na skórze od razu zrobiło się ciepło i kremowo, ale wciąż z taką bujną, owocową energią. Pomyślałam: „to są perfumy do wyjścia, nie do grzecznego biura”. Po kilku minutach zaskoczył mnie miękki, musujący musk i gardenia, a później wygodna wanilia z tonką. Wpadł mi w pamięć jako zapach, który robi wejście i zostawia ogon na korytarzu.

Jak pachnie Carolina Herrera 212 VIP Eau de Parfum – opis zapachu

Start jest boozy i soczysty: rum rozlany na marakui, lekko likierowy, aż ślinianki pracują. To otwarcie jest głośne, radosne i bardzo „wieczorowe” – jak pierwszy toast w klubie. Po chwili wchodzi biała gardenia, która zaokrągla całość i dodaje kremowej, kobiecej miękkości. Musk podkręca czystość, więc mimo słodyczy nie jest to ulepek.

Baza to przytulna wanilia z tonką, z odrobiną żywicznego ciepła. Tu zapach się uspokaja, traci ostre krawędzie i robi się bardziej skórzany, „mój”. Zostaje aksamitny ogonek waniliowo-muskowy z cieniem rumu – idealny na dłuższe wyjścia.

Dla kogo?

Dla dziewczyn, które lubią być zauważone: towarzyskich, pewnych siebie, albo takich, które chcą dodać sobie odwagi po zmroku. Wiek? Bardziej vibe niż PESEL, ale obstawiam 20–40, jeśli lubisz słodsze, imprezowe klimaty. Jeśli na co dzień nosisz transparentne, zielone lub mydlane zapachy – 212 VIP może wydać się za głośny i zbyt „słodki z rumem”.

Może przeszkadzać boozy otwarcie i waniliowa baza, jeśli masz wrażliwą głowę na słodycze. W zatłoczonym biurze bywa „za dużo”, ale na mieście – w punkt.

Przeznaczenie

Wieczór, randka, klub, eventy, kolacje – wszędzie tam, gdzie światła są przygaszone, a muzyka gra. Indoor działa najlepiej; na świeżym powietrzu daje radę, ale wiatr zjada otwarcie. Do pracy tylko bardzo oszczędnie i raczej w chłodniejsze dni. Ilość psików: na wieczór 4–5 (szyja, nadgarstki, dekolt, włosy/kapelusz), do biura max 1–2 w zagłębienie łokcia albo pod swetrem.

Na lato czy na zimę?

Najlepsza jest jesień i zima, ewentualnie wiosenne wieczory. W chłodzie rum i wanilia pięknie się rozkwitają, są miękkie i otulające. W upalny dzień potrafi przydusić, więc latem trzymam ją na wyjścia po zachodzie słońca i zmniejszam liczbę psików.

Trwałość

Na mojej skórze 8–10 godzin, na ubraniach bez problemu do następnego dnia (na szalu potrafi siedzieć nawet po praniu ręcznym). Projekcja: pierwsze 2 godziny jest wyraźna, zostawia bezczelny ogonek; po 2–3 godzinach robi się bardziej przytulna, ale wciąż wyczuwalna w rozmowie.

Po 30 minutach dominuje marakuja z rumem i już kremowa gardenia – głośno i wesoło. Po 120 minutach otwarcie cichnie, rośnie musk i słodka biel kwiatów. Po 240 minutach zostaje waniliowo-tonkowa baza przy skórze, z lekkim echem rumu. Na włosach i szalach trzyma się świetnie, więc lubię dać jeden psik w przestrzeń i „wejść w chmurę”.

Prezentacja

Złoty, kapsułowy flakon jest ciężki i poręczny, z magnetycznym korkiem, który trzyma pewnie. Atomizer daje równą, gęstą mgiełkę – łatwo kontrolować dawkę. W torebce nie otwiera się sam, a kształt dobrze leży w dłoni przy szybkim „psik” przed wejściem do lokalu.

Relacja cena/jakość

Solidny, imprezowy klasyk – dostaję to, czego oczekuję: energiczne otwarcie, komplementogenny środek i miękką bazę z dobrą trwałością. Jeśli lubisz słodkie, boozy klimaty, jest to bezpieczny wybór na wieczór. Jeśli chcesz podobny vibe, ale inaczej podany, sprawdź też YSL Black Opium (mniej rumu, więcej kawy) czy Jean Paul Gaultier Scandal (miodowo-jasmine’owy bal). Tańsze alternatywy o podobnym, słodko-wieczorowym charakterze to np. Zara Red Vanilla, Lattafa Yara albo Lattafa Khamrah – nie są identyczne, ale niosą zbliżony „party” nastrój.

Prywatne doświadczenia

Najmocniej czuję marakuję z rumem i kremową gardenię – to robi robotę na start. Zdarzały mi się zaczepki w stylu „co tak ładnie pachnie?” w klubie i w taksówce. Raz przesadziłam z 6 psikami w dusznym barze i sama miałam dość po godzinie, więc naprawdę lepiej trzymać się 4–5 na wieczór. Na ubraniach 212 VIP potrafi mi przypominać o nocnym wyjściu jeszcze następnego dnia, co bardzo lubię.

Podsumowanie

Polecam, jeśli szukasz słodkiego, boozy zapachu na wieczór, który zrobi wejście i zostawi ślad. Nie polecam, jeśli unikasz słodyczy, masz wrażliwą głowę albo potrzebujesz czegoś cichego do pracy. Dla klubowiczek, randkowiczek i wszystkich, które lubią rozgrzać się zapachem – 212 VIP to pewniak, byle z umiarem w dawkowaniu.