Perfumy męskie Bvlgari Man in Black Eau de Parfum – recenzja, opinie i opis zapachu

Znam Bvlgari Man in Black od czasu lotniskowej przymiarki w 2015 roku – złapałem za czarny flakon z ciekawości i po pierwszym psiknięciu wiedziałem, że to będzie coś “wieczornego”. Zapach wyszedł w 2014, a stoi za nim Alberto Morillas, więc spodziewałem się dopracowanego miksu. Pierwsze uderzenie to ciepły rum i przyprawy, takie “wow, ale to gęste”. Później robi się bardziej kremowo-skórzanie, z elegancką nutą irysa. Nie jest to typ świeżaka – raczej płaszcz, wieczór i lampka czegoś mocniejszego. Od tamtej pory noszę go głównie w chłodniejsze miesiące i na nocne wyjścia. Zawsze zbiera komentarze typu “co tak ładnie pachnie czekoladowo-rumowo?”.

Jak pachnie Bvlgari Man in Black Eau de Parfum – opis zapachu

Start to mieszanka rumu, ciepłych przypraw i lekkiej tytoniowej chmury – jest gęsto, słodkawo, ale nie lepko. W sercu wchodzi skóra, irys i odrobina tuberozy, które wygładzają całość i dodają kremowego sznytu. To nie jest kwiatowy romantyk, raczej zmysłowy, ciepły mrok z miękkim środkiem. Baza to benzoina, tonka i ciemne drewna – sucha, balsamiczna, otulająca.

W skrócie: boozy otwarcie, skórzano-irysowe serce, ciepło-żywiczna baza. Zero ostrej cytryny, zero sportowej świeżości. Brzmi ciężko, ale jest ułożone, z fajną, męską miękkością.

Dla kogo?

Dla faceta, który lubi ciepłe, przyprawowe klimaty z rumem, skórą i tonką. Wiekowo widzę go od 25 wzwyż, bardziej na styl “smart casual do wieczora”, ale i marynarka go udźwignie. Jeśli lubisz Dior Homme Intense, Spicebomb Extreme, L’Homme Idéal EDP – to jest ten rejon nastroju, tylko bardziej rumowo-skórzany.

Co może przeszkadzać? Słodycz i gęstość w cieple potrafią przytłoczyć. Jeśli wolisz mineralną świeżość albo czysty cytrus – to raczej nie ten adres. Tuberosa jest tu w tle, ale osoby wrażliwe na białe kwiaty mogą ją wyczuć.

Przeznaczenie

Najlepszy wieczorem: randka, bar, kino, kolacja, impreza w lokalu. Do biura tylko przy lekkiej ręce i w chłodniejsze dni. Outdoor jesienią i zimą robi robotę – ciepła chmura dobrze niesie się w powietrzu. Mój bezpieczny schemat: 3–4 psiknięcia na wieczór (szyja po bokach, klatka, czasem kark); do biura 1–2 pod koszulę.

Na lato czy na zimę?

Jesień i zima to jego żywioł. W chłodzie rum i żywice są przytulne, projekcja ładnie “dymi”. W upale potrafi się zagęścić i męczyć, więc latem ewentualnie wieczór, klimatyzowane wnętrza i minimalna liczba psików. Wiosenne i chłodne letnie noce też ok.

Trwałość

Na mojej skórze 8–10 godzin bez wysiłku, z mocniejszymi pierwszymi dwoma. Na ubraniach potrafi siedzieć do następnego dnia, szczególnie na szaliku czy marynarce. Po 30 minutach projekcja jest wyraźna, ogon około metra, czuć wejście do pomieszczenia. Około 120 minut uspokaja się do przyjaznej, półmetrowej bańki. Po 240 minutach głównie przy skórze, ale przy ruchu wciąż puszcza ciepłe smugi tonki i benzoiny.

Atomizer lubi podać konkretną chmurę, więc lepiej nie przesadzić. Jeden dodatkowy strzał na szalik potrafi robić robotę cały wieczór.

Prezentacja

Flakon matowo-czarny z miedzianymi akcentami wygląda solidnie i męsko. Korek ciężki, pewnie siedzi, fajnie klika. Atomizer szeroko rozpyla, równą mgiełką, co pomaga w kontrolowaniu dawki. Ergonomia ok – ciężki, ale stabilny w dłoni.

Relacja cena/jakość

Jak na wieczorowe EDP z boozy klimatem – wypada bardzo dobrze. Kompozycja spójna, wyczuwalnie dopracowana, a parametry trzymają poziom. Jeśli szukasz jednego “czarnego konia” na chłodne wieczory, to Man in Black spełni oczekiwania.

Prywatne doświadczenia

Najmocniej czuję rum, przyprawy i kremową skórę – to robi wrażenie “miękko, ale stanowczo”. Często słyszę, że pachnę “czekoladowo” albo “kakaowo-rumowo”, choć w nutach czekolady nie ma – to tonka i benzoina dają takie skojarzenie. Reakcje otoczenia są zwykle pozytywne, szczególnie w zamkniętych przestrzeniach. Podobne klimatem: Viktor&Rolf Spicebomb Extreme, Guerlain L’Homme Idéal EDP, trochę Tom Ford Noir Extreme (słodszy). Tańsze alternatywy, jeśli chcesz podobny nastrój: Bentley for Men Intense (rum, żywice, skóra), Zara Tobacco Collection Rich Warm Addictive (lżejszy, bardziej gourmand).

Podsumowanie

Polecam, jeśli szukasz ciepłego, wieczorowego zapachu z rumem, skórą i tonką – idealny na jesień i zimę, randki i nocne wyjścia. Nie polecam miłośnikom ultraświeżych cytrusów i tym, którzy noszą perfumy głównie latem w upale. Trzyma długo, projektuje porządnie, łatwo zbiera komplementy. W mojej rotacji to pewniak na chłód – dwa, trzy psiknięcia i gotowe.